panizpapuga

godz: 09:10 data: 2010.01.8
NOWY ROK, STARE DUPY

Ano tak właśnie. Stare dupy. A dokładnie jedna i to własna. Chciałoby się nowych i młodych, a tu czterdziestoletnia z hakiem. Trzeba na niej siedzieć, czasami nawet cicho, choć chciałoby się poszumieć. Stary na szczęście rok już przeszedł, dobrze tak staremu dziadu, niech wali się w ryj, skoro dupa już go nie kręci, tylko swędzi. I jeszcze tak pomarudzić chciałbym, jeśli państwo pozwolą. Wciąż z małej litery, bo pozostałością starych roków są najczęściej stare przyzwyczajenia. Życzę sobie, abym potrafił przyzwyczaić państwa do nowych sposobów motywowania się do ciekawego życia blogowicza.

Komentuj(0)


godz: 12:39 data: 2009.11.4
CZEREŚNIOWA CZAROWNICA, cz. IX

Czekałem aż mi to powie. Czekałem, bo cierpliwy jestem, a nie chciałem sam tego mówić, zwłaszcza mojej Czarownicy. Po sąsiedzku ludzie widzą i słyszą różne rzeczy. I tak dowiedziałem się, że ten wczorajszy dzień należałoby w zasadzie powtórzyć. Niewiele Czarownica zrobiła, bo to był dzień nerwów zszarganych i kłębiących się w tzw. rodzinnej atmosferze. Bo są takie dni, gdy wychodzi stara prawda naszej babci: bez pośpiechu, ile się da, to się zrobi. Wczoraj był właśnie taki dzień. U mnie też. Viva la babcia ! Powolutku, pomalutku, uczymy się. C.D.N.

Komentuj(1)


godz: 08:16 data: 2009.10.11
CZEREŚNIOWA CZAROWNICA, cz. VIII

W trakcie reorganizacji życia, nawet blogo-plany Czarownicy muszą ulegać zmianom. Najgorsze nadchodzi wówczas, gdy po sąsiedzku niby-słychać głosy, jakie Dom Czarownic pragnąłby zamknąć w stu czterdziestu czterech ścianach przepastnego pałacyku. Najgorsze, gdy po sąsiedzku tylko niby-widać to, czego nawet przepastny ogród nie jest w stanie wytłumić liśćmi wciąż zielonego października. Najgorsze dla głuchych i ślepych oczywiście, hehehe. Bo muszą się domyślać, a to jest trudne. Jak fajosko fajnie byłoby otrzymywać wiadomości na tacy. Razem z kawką i ciasteczkami. Broń boże bez tego. Najgorsze jest to, że blogo-plany blogo-pisarzy też ulegają zmianom podczas reorganizacji życia. Kolejnej reorganizacji, mającej na celu osiągniecie celu, jakim było zaplanowanie rok temu o tej porze celów na rok nadchodzący, z październikiem wciąż ciepłym i zielonym włącznie. Łza się by w oku kręciła, gdyby blogo-pisarze i ich zaczarowne czarownice z sąsiedztwa byli nie dośc twardzi i chcieli te łzy uronić. Ale nie. Nad własnym losem płakać nie należy. Pożałujmy choć psa. Lub kota. Ale dla siebie mamy kolejny plan: do boju marsz! C.D.N.

Komentuj(0)


godz: 01:49 data: 2009.09.2
CZEREŚNIOWA CZAROWNICA, cz. VII

Po powrocie z urlopu, Czarownica wzięła się za nalewki i paznokcie. Kolejność ściśle ustalona, choć ustalana dowolnie, wg harmonogramu balkonowego ustalania kolejności działań wg pourlopowego harmonogramu. Najpierw zerwać winogrona, potem nalewkę na malinach zrobić. Kiedy wypić - jeszcze nie dała sygnału. Tego plan wczesno wrześniowy jeszcze nie obejmuje. Te paznokcie są najgorsze, ale Czarownica nie lubi łysych. Ja też wolę z włoskami...To dobrze rokuje na przyszłość. Niekoniecznie tak daleką jak następny rok. C.D.N.

Komentuj(5)


godz: 14:30 data: 2009.08.4
CZEREŚNIOWA CZAROWNICA, cz. VI

Wakacyjny Franek Julek musi spotkać wakacyjną Czarownicę, aby dowiedzieć się co piszczy w jej wilgotnej, wakcyjnej trawie. C.D.N.

Komentuj(3)


godz: 13:54 data: 2009.06.30
CZEREŚNIOWA CZAROWNICA, cz. V

Sezon urlopowy zaczął się od ulewnych deszczów. Czarownice starożytnego Egiptu czy jakiej innej Mezo- czy Hipopotamii [z uwagi na czasy przebrane za swoich męskich odpowiedników] odganiały deszcze, gradobicia, kiłę a nawet wstrzymywały Słońce i czkawkę po zjedzeniu zbyt dużej ilości czereśni. Czarownica w XXI wieku nie potrafi odgonić deszczu. Nawet się do tego nie zabiera, żeby nie pozbawiać się resztek zaufania Franka Julka co do siły sprawczej jej czarów. Czarownica wsiada do samochodu i jedzie na zlot jej podobnych – wyluzowanych, czterdziestoparoletnich kobiet, pragnących dogonić czas. Niektóre mówią: czas utracony, inne: czas najwyższy. Jedno jest pewne - każdy czas jest dobry, gdy chcemy wziąć się za to, czego pragniemy najbardziej. Nawet, gdy pada trzeci tydzień. Nawet, gdy sześć godzin mija szybciej niż sześć orgazmów, coraz już rzadszych, choć wciąż niezwykle intensywnie doświadczanych. A jutro na śniadanie będzie jajecznica. Kakao można zapodać także na wieczór. Do łóżka. C.D.N.

Komentuj(3)


godz: 14:07 data: 2009.06.19
CZEREŚNIOWA CZAROWNICA, cz. IIII

Czarownica pisze, że ma zamknięte oczy. Bo Czarownica bardzo dużo pisze. Patrzy na swoje myśli. Zapracowana jest, ale nie należy do tych głupków – aktywnych pracusiów, którzy ciągle tylko pracują i o pracy mówią. Jest życiowo mądra. Zna się na sposobach relaksu innych niż chlanie po pracy w knajpie. Wczoraj wróciła z jakiegoś koncertu i jest szczęśliwa. Ale ja się na takich czarownicowych koncertach nie znam. Jakieś pieśni czy tańce – kogo to wzrusza prócz babeczek po czterdziestce. Mówi mi już drugi raz dzisiaj, że potrzebuje kochanka, który zje z nią kolejny słoik miodu. Ciekawostka. Rozumiem, że miód spływałby po jej ciele a kochanek zlizywałby. Ja niestety mam na miód alergię. Miód jest chory. Ja wolę pozostać zdrowy. Nawet odmawiając sobie seksu. Obliżę się innym razem. Gdy będzie kakao... Lubią czytelnicy kakao ? C.D.N.

Komentuj(4)


godz: 17:02 data: 2009.06.9
CZEREŚNIOWA CZAROWNICA, cz. III

Czarownica dość dużo pracuje, seks-relaks jest więc jej niezbędny. Czary mary - powiedziałby kto, ale gdzie tam. Czarownica ma ogród i tam właśnie lubi pracować, przesadzając jakieś poziomki czy inne chryzantemy przez żet z kropką. Czyli kwiaty bezwartościowe. Czyli takie, jak to kwiaty. Jak to w bajkach bywa - czarownicowe ogrody są jak z bajki, czyli duże są. Takie duże jak w kobiecej prasie typu „Jak pięknie mieszkać w willi z ogrodem i kortem tenisowym”. Z tego wniosek jest dość prosty - Czarownica bogata jest, jak to w bajkach czarownice. Widział to kto, żeby jakaś babeczka czarować umiała i nie wyczarowała sobie kasiorki ??! Wolne żarty na bogu, to mogę sobie zapodawać ja - żuczek ubogi, ale nie wasz szanowny donosiciel blogowy. Bo donosić co i jak i komu w ogrodzie piszczy umieć należy i ja się na tym właśnie znam. Choć może i mnie coś skapnie z pańskiego, czyli czarownicowego stołu, bo tak jakoś wpadłem w oko tej czarownicy... Rany boskie święty, czy ja to przeżyję ??? C.D.N.

Komentuj(0)


godz: 16:51 data: 2009.05.28
CZEREŚNIOWA CZAROWNICA, cz. II

Czarownice lubią sztuczki. Robić. Komuś. Potrafią to robić. Teraz ja mam za zadanie zrobić sztuczkę czarownicy. Wyzwanie nie lada. Inaczej ona będzie musiała obejść się smakiem. I to smakiem na seks, zamiast smakiem seksu. Wyzwanie podwójne. Ona na dodatek to czyta. Wyzwanie potrójne. A ja biedny Franek Julek. Żuczek. C.D.N.

Komentuj(2)


godz: 12:55 data: 2009.05.19
CZEREŚNIOWA CZAROWNICA, cz. I

Wiadomo powszechnie ile jest warta tzw. wiedza powszechna. Niewiele, ale i tak wszyscy jej ufamy. Ludzi nie oszukasz - ni Krzysiu tramwajarz, ni bloger nie posiądzie tej sztuki. Chyba, że na krótko. U mnie "na krótko" oznaczało półtora miesiąca. Tyle próbowałem się oszukiwać, że można miec sześć rąk, dwanaście nóg, trzy głowy i dobę trwającą 57 godzin. Nie dało się dłużej. Wraca więc Franek Julek do swojej stałej pracy pisarza blogowego, zapodając szanownemu państwu - z małej, postpostmodernistycznej litery - kolejne lekkostrawne kawałki opowieści po nic. Czereśniowa Czarownica czeka na sygnał. Też się oszukuje, bo choć posiada cztery ręce, uczynnego służącego i miotłę, to jej doba także ma jedynie 24 godziny. Lubicie opowieści ? C.D.N.

Komentuj(4)


Design: Werka

Photo: Dominique